środa, 14 września 2016

Karin Slaughter i thrillery pełne przemocy




„To już najwyższy czas, aby kobiety zaczęły mówić i pisać o przemocy wobec kobiet. W większości jesteśmy ofiarami tych przestępstw. To my musimy z nimi żyć – jeśli nam się poszczęści.”

Pexels, Licencja CC0

Amerykanka Karin Slaughter jest w czołówce najsłynniejszych autorów powieści kryminalnych i thrillerów od momentu wydania w 2001 roku debiutanckiego „Zaślepienia”. Książka w krótkim czasie znalazła się na liście bestsellerów, została przetłumaczona na blisko 30 języków i do dziś cieszy się powodzeniem. Slaughter jest pisarką, Zrzut-ekranu-2016-02-08-o-14.17.25która nie waha się pobrudzić literackiego pióra we krwi i z lekkością opisuje makabryczne zbrodnie. Sukces zapewnia jej również unikalny styl, oraz sensacyjno-obyczajowa fabuła. Obok zarysowanych wątków kryminalnych, autorka tworzy bogate portrety swoich bohaterów, zmieniając papierowe figury w pełnokrwiste postacie. Przykładem może być genialny detektyw Will Trent. Slaughter napisała dziewięć książek o bohaterze, który prowadzi skomplikowane sprawy kryminalne i jednocześnie boryka się z problemami osobistymi. Dowiadujemy się, że Trent spędził dzieciństwo w domu dziecka. Stroni od ludzi, ale kocha zwierzęta. Cierpi na ostrą formę dysleksji, nie jest w stanie rozróżnić strony lewej od prawej, przypadłość nie uniemożliwia mu jednak pełnieniu obowiązków służbowych. Detektyw może pochwalić się wysoki współczynnikiem rozwiązanych spraw, wynosi on blisko 90%. Obok wątków kryminalnych śledzimy również skomplikowaną relację Trenta z Angie Polaski, poznaną w dzieciństwie wychowanką domu dziecka.
Od wielkiego debiutu Karin Slaughter minęło już prawie 15 lat, a 45-letniej dziś pisarce nie brakuje pomysłów na kolejne publikacje. Jej ostatnia powieść, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa HarperCollins, skupia się wokół rodziny naznaczonej traumatycznymi przeżyciami.
„Moje śliczne” odsłaniają przed nami historię nastoletniej Julii, która znika w niewyjaśnionych okolicznościach pozostawiając po sobie pusty pokój i pytania bez odpowiedzi. Miejscowa policja szybko stawia na dziewczynie krzyżyk tłumacząc rodzinie, że była to zwykła ucieczka, jeden z wielu młodzieńczych wygłupów, typowych dla jej wieku. Na przestrzeni dwudziestu lat, jakie mijają od tragicznego wydarzenia, rodzinny portret Julii wypełnił się bolesnymi wspomnieniami – ojciec dziewczyny popełnił samobójstwo, a pozostałe dwie siostry przestały ze sobą rozmawiać, popadając w konflikt z prawem i narkotykami.
W takich okolicznościach spotykamy Claire, siostrę zaginionej, która próbuje poradzić sobie z konsekwencjami niedawnego wyroku i przeszłością, która zniszczyła jej rodzinę. Los nie szczędzi jej cierpienia, bowiem chwilę po odzyskaniu wolności, jej mąż Paul zostaje brutalnie zamordowany. Przeglądając rzeczy po zmarłym, Claire odnajduje pełne przemocy pornograficzne filmy, na których nieznajome kobiety poddawane są torturom i gwałcone. Materiały poddają w wątpliwość krystaliczny wizerunek męża, a po piętach Claire zaczyna deptać policja federalna.

Karin Slaughter
Karin Slaughter
W trakcie lektury trudno nie uniknąć skojarzeń z filmem „8 milimetrów” Joela Schumachera („Czas zabijania”), w którym Tom Welles (Nicholas Cage) wpada na trop snuffów, tzw. filmów ostatniego tchnienia. O ile jednak w obrazie amerykańskiego reżysera mamy do czynienia z samotnym strzelcem poszukującym prawdy, tak w „Moich licznych” wątek brutalnych zbrodni zostaje poszerzony o rodzinny dramat.

Zgodnie ze swoim nazwiskiem, Karin Slaughter serwuje w powieści prawdziwą rzeź, w której ofiary traktowane są jak zwierzęta przeznaczone na ubój. Czytelnik traktowany jest jak zwierzyna łowna. Autorka nieustannie zastawia fabularne pułapki pełne okrucieństwa i zaskakujących zwrotów akcji. Teraźniejszość miesza się z przeszłością, jedna tajemnica prowadzi do odkrycia następnej, a każda kolejna przewrócona strona stopniowo przybliża nas do prawdy, która okaże się boleśniejsza niż sądziliśmy.
Innym ciekawym aspektem jest fakt, że jako zadeklarowana feministka po raz kolejny w swojej twórczości porusza problem przemocy wobec kobiet i płciowej nierówności.
„Kiedy mężczyzna zostanie w środku nocy zaatakowany, współczujemy mu. Jeśli to samo przydarzy się kobiecie, pouczamy ją o niebezpieczeństwie związanym z samotnym wychodzeniem w nocy, pytamy, czy wystarczająco szybko oddała napastnikowi portfel, dorzucamy, że mogła być zgwałcona. Tym sposobem kobieta ponosi winę za coś, o co nigdy nie obwinilibyśmy mężczyzny.” – zdradza Karin Slaughter [Zwierciadło, 7.10.15]
Według zatrważających danych Amnesty International i WHO, codziennie jedna na pięć kobiet w Europie staje się ofiarą przemocy. 25% kobiet doświadcza przemocy fizycznej, a 10% przemocy seksualnej z użyciem siły. Często sprawcą okazuje się osoba z najbliższego otoczenia ofiary. Z rąk partnerów mordowanych jest 40% kobiet na świecie. Pisarka buntuje się przeciwko tej sytuacji i zamiast zamiatać sprawę pod dywan, w swoich powieściach wyciąga problem maltretowania na pierwszy plan. Choć twierdzi, że w książce zawsze stara się uśmiercić taką samą liczbę kobiet i mężczyzn, uwadze nie może umknąć fakt, że rozcinanie, gwałcenie i katowanie kobiet, opatrzone naturalistycznym opisem wywołuje bardzo mocne wrażenie.
„To już najwyższy czas, aby kobiety zaczęły mówić i pisać o przemocy wobec kobiet. W większości jesteśmy ofiarami tych przestępstw. To my musimy z nimi żyć – jeśli nam się poszczęści.” – możemy przeczytać jej wypowiedź w wywiadzie z Mo Hayder, brytyjską pisarką.
Pod tym względem „Moje śliczne” nie stanowią wyjątku w twórczym dorobku pisarki. Różnicą między powieścią, a klasycznymi thrillerami może być fakt, że akcja, zamiast toczyć się z pozycji policyjnego śledztwa, rozgrywa się między dwiema przyziemnymi bohaterkami. Z Claire i Lydią łatwiej się utożsamić niż z genialnym, ale lekko zdystansowanym detektywem. Są żonami, matkami i skłóconymi ze sobą siostrami. A do tego muszą uporać się z wymaganiami jakie stawia wobec nich społeczeństwo i najbliższe otoczenie.”Moje śliczne” otwiera znaczący akapit:
„Twoja matka i ja zawsze cieszyliśmy się, że byłaś taka pełna pasji i niezłomna, nieustępliwie dążyłaś do osiągnięcia swoich celów. Kiedy zniknęłaś, zrozumieliśmy, że gdy podobne cechy charakteryzują młodego mężczyznę, mówi się o nim, że jest inteligentny i ambitny. W przypadku młodej kobiety w obiegowej opinii oznaczają kłopoty.”
„Moje śliczne” przykuwają uwagę nie tylko ze względu na wciągającą fabułę. Książka jest również wskazówką dla wszystkich, którzy boją się wziąć sprawy w swoje ręce. Bo kiedy pozwolimy decydować innym za nas, stracimy kontrolę nad własnym „ja”.
Twórczość Slaughter doceniają mistrzowie thrillerów, m.in. Tess Gerritsen („Chirurg”), Gillian Flynn („Zaginiona dziewczyna”) i Lee Child (cykl „Jack Reacher”) i 35 milionów czytelników, którzy do tej pory kupili egzemplarze jej książek.
„Moje Śliczne” uzupełnia liczący 128 stron prebook „Blondynka, niebieskie oczy” (wyd. HarperCollins), w którym możemy przyjrzeć się bliżej  postaci zaginionej Julii.
„Moje Śliczne”
Karin Slaughter
Tyt. Oryg. „Pretty Girls”
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media
Wydawnictwo: HarperCollins

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz